|
Gdy ktoś spotyka wędkarza ze spinningiem w miesiącach zimowych to z pewnością mówi, że to jest wariat. Pocieszające dla mnie jest to, że ów obserwator nie zna znaczenia pasji wędkarskiej oraz jest laikiem, co do tajników wędkarstwa.
Na jazia wypuszczam się z końcem stycznia, a okres połowów przeciągam do końca marca pod warunkiem, że woda nie jest skuta lodem. Nieodzownym warunkiem jest podwyższony stan wody. Pośród zalanych przez wodę przybrzeżnych zielsk, krzaków, korzeni drzew kryją się żyjątka wodne, znajdujące tu możliwość przezimowania. W miejscach takich prąd z reguły podczas przyborów szybszy, zwalnia stwarzając doskonałe warunki rybom, które muszą zmagać się z silnym prądem w korycie rzeki. Nic dziwnego, że w takim okresie udawało mi się łowić jazie tuż przy samej burcie na głębokości zaledwie do 40 cm . Musicie jednak pamiętać, drodzy koledzy wędkarze, żeby było to miejsce, w którym woda zwalnia bieg, wiruje lub też nurt zupełnie zamiera. Nie należy się zniechęcać, gdy w kilku miejscach nie będzie brań, gdyż specyfika zimowego spinningu polega na nieustannym wyszukiwaniu przypuszczalnych miejsc przebywania jazi. Często zupełnie niepozorne miejsce może okazać się skupiskiem kilku ładnych jazi, a przemieszczanie się zabezpiecza wędkującego przed skostnieniem. W końcu jest zima. Jaka aura?
Bardzo ważne, aby temperatura była choćby niewiele powyżej zera, z lekką mgłą nad wodą. Właśnie przy takiej pogodzie łowiłem jazie od 0,7 kg. do 1,5 kg. Oczywiście okres opadów , czy to będzie śnieg, mżawka czy deszcz, wyklucza raczej spinningowanie. Wszelkie zmiany pogody, choćby na najcudowniejszą, wpływają fatalnie na samopoczucie ryb, które przez kilka dni po takiej zmianie uporczywie blokują brania. Czym, jak , gdzie i na co? Używam zawsze tego samego kija spinningowego z żyłką 0,18 – 0,20 mm. Ze względu na specyfikę łowiska stosuję tym razem Meppsy o rozmiarach 1 lub 2, gdzie w pełni sezonu łowię tylko i wyłącznie trójkami. Technika wędkowania jest stosunkowa prosta. Wykonuję rzuty w upatrzone przeze mnie miejsce i zwijam nieco szybciej niż latem czy jesienią. Zauważyłem, że przy szybszym prowadzeniu obrotówki jest więcej uderzeń w tym oziębłym okresie. Należy również pamiętać, że jazie wędrują niewielkimi stadami(przeważnie do 10 sztuk).Zachowanie ciszy na łowisku jest wówczas podstawą sukcesu, a może się zdarzyć że z jednego miejsca uda nam się wyholować od 2-3 sztuk. Miejscem jak dotychczas najbardziej jaziowym w tych miesiącach jest niewielka odnoga w Łubienicy. Zjazd samochodem tuż obok wyłączonej z eksploatacji mleczarni prężnie zanieczyszczającej Narew za czasów komuny. Koledzy wędkarze z Pułtuska i okolic z pewnością znają ten odcinek rzeki. W sezonie letnim stawiany jest tam szlaban, gdyż przybywa w to miejsce gromada osób spragnionych letniej kąpieli. Moja sugestia- dlaczego jazie biorą zimą? Taki widocznie mają temperament , a nam wędkarzom nie pozostaje nic innego, jak to wykorzystywać. A tak na serio to mam swoją teorię. Poczekam jednak z jej ogłoszeniem do chwili gdy odezwą się kolejni zapaleńcy zimowych wypraw na jazie bytujące w Narwi koło Pułtuska. Wymiana takich doświadczeń być może zaowocuję jeszcze lepszymi wynikami w poławianiu tej niewątpliwie zanikającej już w naszej rzece ryby. Proszę zatem kolegów po kiju o pisanie do „Kącika Wędkarskiego” Powiatowej Gazety Pułtuskiej. Jaź zimą jest rybą tylko dla wytrwałych, a jestem przekonany, że w mieście Pułtusku jest wielu wędkarzy z taką charyzmą jak ja, tym bardziej, że Narew od strony Kleszewa jest siedliskiem klenia i jazia. Co prawda jeszcze nigdy tam nie byłem. Słyszałem jedynie od starszego stażem wędkarza pana Jacka Miłoszewskiego zamieszkałego w Pułtusku, że zaraz za cmentarzem żołnierzy armii radzieckiej są miejsca idealne na jazia i często one tam żerują. Panie Jacku – czuję się zaproszony i z pewnością w tym sezonie odwiedzę Narew w Kleszewie, a o efektach poinformuję na łamach Powiatowej Gazety Pułtuskiej.
Z wędkarskim pozdrowieniem, Szczupak
|