| Szczupaki z rozlewisk Narwi - wspomnienie |
|
Jako spinningista, nie znam innej ryby, która dostarcza tylu emocji i urządza takie widowisko podczas walki jak szczupak. Bardzo lubię łowić sandacze, bolenie, jazie i klenie. Radość przynosi mojemu wędkarskiemu sercu kiedy trafię na ławicę grubych okoni, jednak przyłapuję się na tym, że największą przyjemność sprawia mi łowienie szczupaków. Kiedy w latach 1978-1990 czyste były i udrożnione rozlewiska Narwi na wysokości mojej rodzinnej wioski Gzowo- tam właśnie łowiłem, a niekiedy traciłem po zejściu z kotwicy największe zębowe. Głębokość na rozlewiskach rzeki tuż przy wale przeciwpowodziowym dochodziła w dużych oczkach wodnych do nawet 4m, a w przesmykach od 1m do 2m. Były to pewne stanowiska dużych szczupaków, które nawet po okresie rozrodczym nie wracały do nurtu, gdyż tu miały cały zestaw drobnicy wielogatunkowej. Szczupaki można łowić różnymi sposobami. Oczywiście od ponad trzydziestu lat zaprzyjaźniłem się ze spinningiem, ale w tamtym przedziale czasowym na zębole polowałem także na żywca. Odpowiedniej wielkości małe wzdręgi były najdoskonalszą kanapką na śniadanie dla gzowskich szczupaków. Był to czas, kiedy regulamin sportowego połowu ryb pozwalał na złowienie czterech sztuk tego drapieżcy. Długo nie trzeba było czekać. Limitowaną liczbę dziennego połowu realizowałem niekiedy w ciągu godziny i krócej. Były to szczupale, a nie szczupaki. Te o długości 45-50 cm po prostu wypuszczałem ponownie do wody. Zębole od 65-80 cm. Długości i dochodzące do wagi 6-7 kg nie były rzadkością. Największy złowiony w Gzowie metodą żywcową trafił mi się w 1988 r. i ważył 6,4 kg. Do dnia dzisiejszego posiadam jego spreparowaną głowę, która upiększa ścianę rodzinnego domu. Dla mnie jednak przewaga spinningu nad żywcem czy tez martwą rybką jest oczywista. Dlaczego?
Nie bez znaczenia jest dla mnie również widok zębola, który często bije tuż przy burcie łodzi zamykając swą paszczę Meppsiku. W latach, o których piszę nie było jeszcze tak szerokiego dostępu do sztucznych przynęt jakie obecnie oferuje sklep kolegi Darka Kowalskiego w Pułtusku. Najskuteczniejszymi wtedy wahadłówkami były „Alga”, „Gnom” i „Kalewa”, które zresztą sprawdzają mi się do dnia dzisiejszego, zwłaszcza w listopadzie. Kołowrotek jaki posiadałem w tamtym okresie był rewelacją, gdyż był on firmy Daiwa, gdzie prym wiodły Brdowskie Rexy lub radzieckie Delfiny. Starą Daiwę posiadam do dziś i jeszcze niekiedy z niej korzystam. Niestety czasy dużego szczupaka w Narwi już się skończyły w chwili, gdy te wody opanowali rybacy- dzierżawcy. Drugą znaczącą przyczyną stało się całkowite zarośnięcie rozlewisk, którym natychmiast trzeba iść z pomocą. Rzeka Narew przez to się po prostu kurczy. Podjąłem działania w tym kierunku i od 2008 r. zainteresowałem problemem Marszałka Województwa Mazowieckiego i Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej oraz Ministerstwo Środowiska. Jest nadzieja, że znajdą się środki na udrożnienie rozlewisk Narwi i wyeliminowanie rybaków- dzierżawców, którzy poza wszelką kontrolą doprowadzili Narew praktycznie do pustostanu jeżeli chodzi o dużą rybę. Życząc wszystkim kolegom, wędkarzom połamania kija zachęcam tych nowicjuszy do skierowania swojej pasji wędkarskiej ku spinningowym. Z wędkarskim pozdrowieniem, Szczupak
|