O błędach w sztuce wędkowania
        Poradnictwo wędkarskie polega zwykle na odpowiedzi na pytanie o poszczególnych metodach łowienia, przynęt itd. Od czasu do czasu warto jednak spojrzeć na nasze hobby pod innym względem, Sporóbuje wymienić błędy jakie popełniają wędkarze wespół i ze mną, oraz nowicjusze. Zresztą i pierwsze kroki dzisiejszego nowicjusza wędkarskiego nie są łatwe, szczególnie w tych coraz rozleglejszych regionach, w których trudno o okonka czy płotkę. Z naszych wędkarskich map. Corocznie zanika jakaś nauka, czy też jeziorko, a w tych, które jeszcze pozostały posiadają coraz to mniejsze pogłonie ryb.
Żeby złowić coś konkretnego należy wędkować, albo częściej i dłużej, albo coraz lepiej. Przejdźmy więc do meritum.

         Najpopularniejszym błędem, powodującym lawinę kolejnych, nierealną ambicją wielu wędkarzy. Próbują oni złowić większe i lepsze ryby, niż jest to obecnie możliwe. W opowiadaniach moich kolegów przewijają się olbrzymie szczupaki, leszcze wielkości miednicy, oraz sumy jak prosiaki. Oczywiście zakończone fiaskiem. Wielu młodych wędkarzy łatwo daje się na to nabrać.
        Inni porywaja się na łowienie ryb, które rzeczywiście w konkretnej rodzie są, lecz których złowienie nie wymaga nieco większego kunsztu niż ten jaki odtąd posiadali. Inny poważny błąd, to niewłaściwie rozkładanie wysiłków w długich przygotowaniach do złowienia czegoś, przyzwoitego. Jakże często główny wysiłek polega na kompletowaniu najlepszego sprzętu i potem na dotarciu nad odlęgłą o obowiązkowe kilkaset kilometrów wodę. Po przybyciu już na miejsce wędkarz gubi się. Przechodzi z metody na metodę eksperymentując z przynetami. Tak przygotowana wyprawa wędkarska zwykle się kończy łowieniem płotek.

Wiosną obserwowałem wyprawę moich kolegów. Wybrali się na tygodniową wyprawę, w region oddalony o 400km, od ich miejsca zamieszkania. Pokonali wiele trudności, złożyli się na paliwo do samochodu, uzyskali wolne od swoich żon. Dwukrotnie przesuwali termin wyjazdu, zanim wreszcie się wybrali. Na miejscu okazało się jednak, że nie wolno im urządzić obozowiska na dziko w lesie dochodzącym do brzegu rzeki (zagrożenie pożarem), a takie rozwiązania właśnie planowali. Co więc zrobili? Rozbili namiot na parkingu przy wymarzonej wodzie, ale i przy przelotowej szosie. Było to o tyle zgodne z ich pierwotnym planem, że zamierzali obozować na okrągło przez dobę. Pzesiedzieli na tym parkingu tydzień. Kiedy dwóch próbowało szczęścia w chaotycznych wypadach na różne okoliczne wody, trzeci warował przy namiocie i podziwiał marki aut poruszających się po szosie. Z wędkarskiego punktu widzenia eskapada ta okazała się niewypałem. Dlaczego? Zabrakło im energi, zapału i pomysłowości, gdyż zużyli je na samych przygotowaniach do wyprawy.
       Kiedy już jesteśmy przy przykładach to przytoczę jeszcze jeden, tym razem z własnego podwórka. Wisoną tego roku tłumaczyłem początkującemu wędkarzowi z Gzowa jak łowić na pęczak, a m.in., że przynęta ta raczej nie jest skuteczna na początku sezonu. Ostatniej wiosny, właśnie wtedy, kiedy się mój tekst rodził łowiłem płocie na pęczak i to dośc pokaźne. Ale, o tym, że należy sięgać po przynęte letnią i jesienną – jak wówczas sądziłem – przekonałem się nie tylko przypadkowo, ale i nieco za późno: straciłem maj i pierwsze dni czerwca. Płynie z tego nauka, że wędkarz nie powinnien postępować według schematów, bo nie ma dwóch takich samych rzek i dwóch takich samych sezonów. Z doświadczeń lat ubiegłych należy korzystać rozsądnie. Wracając jeszcze do tego nieszczęsnego pęczaku: ryby zwykle ignorowały w okolicy bardziej atrakcyjną przekąskę. Tego roku nad Narwią chłody utrzymywały się długo, a więc zapewne rozwój fauny i flory w rzece przebiegał wolniej i płocie nie mogły już się pozbierać. Tyle może o tej grupie niepowodzeń i omyłek nazwanych przeze mnie błędami w taktyce wędkowania.
A błędy w technice? Przedstawię tylko kilka z najbardziej pospolitych.
       Co pewien czas przeżywamy swoiste mody wędkarskie, nie zaawsze szczególnie racjonalne. Na przykład popularne stało się używanie wędzisk spinningowych do ciężkiego i lekkiego łowienia gruntowego, i to nie tylko z łodzi, co w niektórych warunkach byłoby w miarę wytłumaczalne, ale i przy wędkowaniu z lądu. Stosując kołowrotek o stałej szpuli i stosunkowo duże obciązenie można wtedy co prawda daleko i celnie rzucać, ale poprawne zacięcie i prawidłowy hol ryby są już nie do pomyślenia. Jeżeli nie mamy nowoczesnego wędziska gruntowego, to lepiej zaopatrzyć się w prymitywny, ale czasami dostępny jeszcze kij bambusowy, a wędzisko spinningowe pozostawmy do spinningowania.
        Inna metoda: stosowanie wyłącznie sztywnych i silnych haczyków tzw, hutych. Oczywiście, takowe często są niezastapione, ale równie często są skuteczniejsze okazują się haczyki delikatniejsze, nawet powszechnie "druciaki" bywają także niezastąpione.
Haczyk powinien być najsłabszym elementem całego zestawu. Stosowanie żyłki i przyponu od niego wytrzymalszych to przecież absurd. Inny podstawowy błąd to łowienie bez przyponu. Bywa co prawda udane w czasie wędkowania w jeziorze zwłaszcza w łodzi, jednak wędkarz o przeciętnych umiejętnościach wędkujący w rzece i w zbiornikach silnie zarośniętych powinien używać przyponów. Jest to jedyny sposób uniknięcia przy byle zaczepie straty wielu metrów żyłki, a czasem cennego spławika.

Tyle o najbardziej rzucających się w oczy błędach w sztuce wędkowania. I tak nie sposób tematu tego wyczerpać. Reasumując – o tym czy łowimy poprawnie, roztszygają mimo wszystko nie obserwatorzy, czy wy sami – ale ryby.

Z wędkarskim pozdrowieniem,
Szczupak.
 
szczupaki
moje-ryby
zawodypgp
terminarz
galeria
naspining